wtorek, 24 września 2013

Maroko | III | Marrakesh


Orient.
Kwintesencja marokańskiej kultury.
Miejsce hipnotyzujące, ujmujące i przerażające zarazem.

Marakesz.

Niezaprzeczalna różnorodność tego miasta napawa strachem, jednocześnie przyprawiając o zachwyt. Labirynty dzielnic z całą masą pomarańczowych, tajemniczych medin. Suki przepełnione tandetą i pięknymi rękodziełami. Dzieci bawiące się wszystkim tym, co z zabawkami ma niewiele wspólnego, beztrosko biegające pośród obładowanych towarem osłów. Niewidomi żebracy, pazerni handlarze i tłumy turystów.Wolna amerykanka na zatłoczonych, tętniących życiem ulicach.

 Gwar i chaos w akompaniamencie lepkiego zapachu orientu.

To właśnie jest Marakesz!


Najlepszy sok pomarańczowy tylko na placu Jamaa el-Fna ! 


 Być w Maroko i nie strzelić sobie takiej foty to grzech!
Panowie ślicznie pozowali i dali sobie zrobić kilka zdjęć, rzecz jasna za garstkę dirhamów. Musze przyznać, że Marokańczyków odbieram bardzo pozytywnie. Nie są przesadnie nachalni, wiedzą kiedy zastopować, nie ciągną za ręce i nie drepczą za Tobą trzech kilometrów. Zdarzały się jednostki, które wyprowadziłyby z równowagi anioła, ale to naturalne w krajach muzułmańskich w których opchnięcie towaru jest równie ważne jak modlitwa...


49 C upał i mięso wiszące na hakach - natężenie smrodu można sobie z łatwością wyobrazić.
Mimo wszystko zahartowanych kupców nie brakowało a towar wydawał się znikać w oczach....


 I wszechobecne koteczki....

Żydowska dzielnica.
Cóż to było za doświadczenie!
Odnosiłam wrażenie, że wszystko jest fikcją, wyreżyserowanym miejscem, idealnie odzwierciedlającym duszę tego magicznego miasta. Bywało,że nie wiedziałam czy fotografować czy po prostu wpatrywać się w codzienne życie mieszkańców...


 Ręka Fatimy. 
Symbol chroniący przed "złym okiem". 
 Chyba sobie strzelę taki tatuaż bo niesamowicie mi się podoba !

 Jedna z pięknych, orientalnych restauracji.
Trzeba przyznać,że marakeszańskie restauracje są równie barwne jak sama marokańska kuchnia.
Każdy kolor, każdy motyw i detal są przemyślane w najdrobniejszym szczególe,tworząc harmonijna całość. 



 Meczet Kutubijja- architektura równie ciekawa jak sama jego historia.

 Pałac El Bahia

I na sam koniec serce Marakszu -Plac Jamaa el Fna nocą!
To, co ma miejsce każdego wieczoru na placu, to istny kulturowy kosmos. Zatrważająca ilość ludzi w połączeniu z handlem i zabawą, gdzie małpa na łańcuchu i kobra pozbawiona zębów jadowych, to egzotyczne "atrakcje" na miarę spływu Amazonką.
Przerażające jest to, jak traktowane są tam zwierzęta. Zupełnie przedmiotowo, bez żadnego "zmiłuj się".  Dawno zapomniany smak wolności dał się szybko zauważyć.

: (


Po powrocie do hotelu, długo nie mogłam zapomnieć o tym, co widziałam i czego doświadczyłam. Hipnotyzujący dźwięk bębnów, mdlący zapach różnorodnych potraw, tysiące ludzi niezdarnie ocierających się o siebie-to wszystko mnie przerosło, ale tym samym zostanie we mnie na zawsze.

To po prostu trzeba przeżyć!

cdn.

4 komentarze:

  1. Kapitalne zdjęcia :) zazdroszczę fajnego wypadu :D pozdr

    OdpowiedzUsuń
  2. ahhh jakie przepiękne widoki, koteczek przepiękny a dzięki Tobie, już wiem co to za ręka - Ręka Fatimy, jak to człowiek uczy się całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak cudownie! Teraz kiedy na dworze pojawiają się pierwsze przymrozki o niczym innym nie marzę jak o wycieczce na północ Afryki, żeby zachłysnąć się cudowną arabską kulturą!
    Zazdroszczę wyjazdu :)

    OdpowiedzUsuń